deska rozdzielcza

Dlaczego Lancia zniknęła z rynku i czy ma szansę na powrót

Pamiętasz Lancię? Jeśli masz trochę więcej lat, na dźwięk tej nazwy serce bije Ci szybciej. Przed oczami staje Ci zakurzona, ociekająca błotem Delta Integrale, która w rykach silnika i kłębach dymu zdobywa kolejny rajdowy tytuł. Widzisz elegancką Fulvię coupé, perłę włoskiego designu, albo futurystyczny, klinowaty Stratos, który wylądał, jakby właśnie uciekł z planu filmu science fiction. Lancia to nie była po prostu marka. To był symbol innowacji, stylu i sportowego ducha.

A potem… cisza. Zniknęła. Rozpłynęła się w powietrzu jak poranna mgła nad Turynem. Z globalnego gracza, ikony historii motoryzacji, stała się lokalnym producentem jednego, starzejącego się modelu, sprzedawanego wyłącznie we Włoszech. Jak to możliwe, że marka z takim dziedzictwem upadła tak nisko? I co ważniejsze, czy jej hucznie zapowiadany powrót w 2024 roku to coś więcej niż tylko odgrzewanie starych kotletów w nowym, elektrycznym sosie?

Złote czasy: Kiedy Lancia była synonimem geniuszu

Żeby zrozumieć skalę upadku, musisz najpierw docenić, z jakiego szczytu Lancia spadła. To nie była kolejna firma składająca samochody. To była kuźnia innowacji, która wyprzedzała swoje czasy o dekady. Założona w 1906 roku przez Vincenzo Lancię, genialnego inżyniera i kierowcę testowego Fiata, od samego początku stawiała na nieszablonowe rozwiązania.

Już w 1922 roku model Lambda zszokował świat. Podczas gdy Ford wciąż masowo produkował swoje proste auto na ramie, Lancia pokazała pierwszy na świecie seryjny samochód z nadwoziem samonośnym. To rozwiązanie, które dziś jest absolutnym standardem w każdym nowoczesnym pojeździe, wtedy było rewolucją. Zapewniało niższą masę, większą sztywność i nieporównywalnie lepsze prowadzenie. Do tego Lambda miała niezależne zawieszenie przednich kół i pierwszy na świecie silnik w układzie V4. W latach 20. XX wieku!

Przez kolejne dekady Lancia kontynuowała ten marsz. Aurelia z lat 50. była pierwszym seryjnym samochodem z silnikiem V6. Modele takie jak Flaminia czy Flavia zachwycały nie tylko zaawansowaną technologią, ale też ponadczasową elegancją, często będąc dziełami sztuki projektowanymi przez studia Pininfarina czy Zagato. Lancia była marką dla koneserów – ludzi, którzy cenili inżynierię i styl bardziej niż czystą moc czy prestiż. Była to włoska odpowiedź na BMW, zanim jeszcze BMW stało się tym, czym jest dzisiaj.

Królowa rajdów – narodziny legendy

Prawdziwa eksplozja popularności i status kultowy przyszły jednak wraz z rajdami samochodowymi. W latach 70. Lancia stworzyła potwora – model Stratos HF. Był to pierwszy samochód zaprojektowany od podstaw z myślą o wygrywaniu rajdów. Z centralnie umieszczonym silnikiem V6 z Ferrari Dino, nadwoziem z włókna szklanego i wyglądem myśliwca kosmicznego, Stratos zdominował Rajdowe Mistrzostwa Świata, zdobywając trzy tytuły z rzędu (1974-1976).

Potem nadeszła szalona era Grupy B w latach 80. Lancia odpowiedziała modelem 037 – ostatnim tylnonapędowym samochodem, który zdobył mistrzostwo świata, pokonując potężne, czteronapędowe Audi Quattro. A gdy to przestało wystarczać, stworzyli Deltę S4 – bestię z podwójnym doładowaniem (kompresor i turbosprężarka), która katapultowała kierowców do setki w okolicach 2,5 sekundy. Na szutrze.

Jednak prawdziwą ikoną, która na zawsze wryła się w serca miłośników motoryzacji, stała się Lancia Delta Integrale. Po likwidacji Grupy B, jej drogowa wersja, stworzona na potrzeby homologacji w Grupie A, okazała się maszyną do wygrywania. Zdobyła sześć tytułów mistrzowskich z rzędu w latach 1987-1992, co jest rekordem niepobitym do dziś. Posiadanie Delty Integrale w tamtych czasach było manifestem. To nie był zwykły hot hatch. To był sportowy samochód w przebraniu kompaktowego auta rodzinnego, który na krętej drodze potrafił zawstydzić niejedno Porsche.

Początek końca – jak zabić legendę krok po kroku

Niestety, sukcesy sportowe nie szły w parze z sukcesem finansowym. Lancia, mimo swojej inżynieryjnej wspaniałości, była firmą niszową, a jej skomplikowane i drogie w produkcji samochody nie przynosiły wielkich zysków. W 1969 roku tonącą w długach markę przejął Fiat. Początkowo wydawało się to ratunkiem. Koncern z Turynu zapewnił stabilność finansową, która umożliwiła powstanie Stratosa i całej rajdowej potęgi. Jednak na dłuższą metę, filozofia masowej produkcji Fiata okazała się dla Lancii pocałunkiem śmierci.

Grzech pierwszy: Skandal z rdzą, który zniszczył reputację

Punktem zwrotnym, od którego Lancia już nigdy w pełni się nie podniosła, był skandal z modelem Beta w drugiej połowie lat 70. Beta była całkiem udanym technicznie samochodem, ale miała jeden, dosłownie fundamentalny problem – rdzewiała. I to nie byle jak. Rdzewiała w tempie ekspresowym, na oczach właścicieli. Samochody potrafiły mieć dziury w progach i mocowaniach zawieszenia już po kilku latach.

Problem był szczególnie dotkliwy w Wielkiej Brytanii, gdzie wilgotny klimat i sól na drogach przyspieszały proces korozji. Media podchwyciły temat, a zdjęcia przegniłych Lancii obiegły cały kraj. Lancia UK w akcie desperacji zaczęła odkupować od klientów zardzewiałe egzemplarze, co tylko potwierdziło skalę problemu. Skąd się wziął? Plotki głosiły, że Fiat, w ramach umowy handlowej, używał do produkcji Bety radzieckiej stali bardzo niskiej jakości. Choć firma temu zaprzeczała, wskazując na wady konstrukcyjne (złe odprowadzanie wody z profili zamkniętych), mleko się rozlało.

Reputacja Lancii jako producenta aut premium legła w gruzach. Marka, która kojarzyła się z jakością i zaawansowaną inżynierią, nagle stała się synonimem „włoskiej roboty” w najgorszym tego słowa znaczeniu. Samochód, który rdzewiał szybciej, niż tracił na wartości, co samo w sobie było nie lada wyczynem. Sprzedaż załamała się, a Lancia w 1994 roku całkowicie wycofała się z rynku brytyjskiego. Był to cios, który odbijał się echem przez dekady.

Grzech drugi: Utrata tożsamości i kanibalizm w rodzinie

Pod skrzydłami Fiata Lancia stopniowo traciła swoją unikalną tożsamość. Księgowi w garniturach, patrząc na słupki w Excelu, doszli do wniosku, że tworzenie unikalnych platform i silników dla niszowej marki jest nieopłacalne. Zaczęła się era „badge engineeringu”, czyli, mówiąc po ludzku, przyklejania znaczka Lancii na produkty innych marek koncernu.

Lancia Thema z lat 80. dzieliła platformę „Tipo 4” z Fiatem Croma, Saabem 9000 i Alfą Romeo 164. Choć był to jeszcze udany projekt (zwłaszcza w wersji 8.32 z silnikiem Ferrari), był to już zwiastun nadchodzących zmian. W kolejnych latach było tylko gorzej. Lancia Delta drugiej generacji była w zasadzie ładniej opakowanym Fiatem Tipo. Luksusowa K-appa, choć ciekawa, pozostało w cieniu niemieckiej konkurencji. A model Lybra, następca Dedry, mimo niezłego designu i komfortu, nie odniósł sukcesu, ginąc w morzu aut segmentu D.

Apogeum tego procesu nastąpiło po fuzji Fiata z Chryslerem i powstaniu koncernu FCA. To wtedy zobaczyliśmy potworki, które do dziś wywołują dreszcze u fanów marki. Lancia Thema drugiej generacji była niczym innym jak Chryslerem 300C z innymi znaczkami. Ogromny van Lancia Voyager to po prostu Chrysler Grand Voyager. A kabriolet Flavia? Przemianowany Chrysler 200. To było policzek wymierzony w dziedzictwo marki. To tak, jakbyś zamówił garnitur od najlepszego włoskiego krawca, a dostał produkt z sieciówki z doszytą metką „Made in Italy”. Klienci nie byli głupi. Widzieli, że to nie jest prawdziwa Lancia, tylko marketingowa wydmuszka. Marka straciła ostatnie resztki swojej duszy.

Grzech trzeci: Świadoma eutanazja pod rządami Marchionne

Ostateczny cios zadał Lancii legendarny, choć kontrowersyjny prezes FCA, Sergio Marchionne. Był on pragmatykiem, który nie miał sentymentów do historycznych marek, jeśli nie przynosiły zysków. W jego globalnej strategii dla koncernu nie było miejsca na Lancię. Postawił na globalny rozwój Jeepa i próbę reanimacji Alfy Romeo jako marki premium konkurującej z BMW. Lancia została uznana za balast.

W 2014 roku Marchionne ogłosił brutalną prawdę: Lancia zostanie zredukowana do jednego modelu – miejskiego Ypsilona – i będzie sprzedawana wyłącznie na rynku włoskim. Eksport został wstrzymany. To była oficjalna kapitulacja. Marka, która kiedyś podbijała świat, została zamknięta w granicach jednego kraju, skazana na powolne umieranie.

Co ciekawe, ten plan… częściowo się powiódł w bardzo przewrotny sposób. Lancia Ypsilon, mimo że była konstrukcją bazującą na Fiacie 500 i Punto, przez lata sprzedawała się we Włoszech jak świeże bułeczki. Włoszki pokochały ten mały, stylowy pojazd miejski. Według danych JATO Dynamics, stary Ypsilon w 2022 roku wciąż był drugim najchętniej kupowanym samochodem we Włoszech, wyprzedzając znacznie nowsze konstrukcje. To pokazuje, jak silna była nostalgia i przywiązanie do marki na jej rodzimym rynku. Jednak dla reszty świata Lancia po prostu przestała istnieć.

Wielki powrót – plan renesansu pod nowym szyldem

Gdy wydawało się, że historia Lancii dobiegła końca, nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. W 2021 roku koncern FCA połączył się z francuską grupą PSA (właściciel marek Peugeot, Citroën, Opel), tworząc giganta o nazwie Stellantis. Nowy zarząd, na czele z Carlosem Tavaresem – Portugalczykiem z ogromną pasją do motoryzacji – postanowił dać szansę uśpionym markom.

Stellantis ogłosił 10-letni plan strategiczny dla każdej ze swoich 14 marek. Ku zaskoczeniu wszystkich, Lancia nie tylko nie została zlikwidowana, ale otrzymała zielone światło i solidny budżet na „renesans”. Nowym szefem marki został Luca Napolitano, który przedstawił ambitny plan powrotu na europejskie salony.

Plan zakłada wprowadzenie trzech nowych modeli w ciągu najbliższych lat i transformację Lancii w markę premium, skoncentrowaną na włoskim designie, komforcie i zrównoważonym rozwoju. Co najważniejsze, Lancia ma stać się marką w pełni elektryczną do 2028 roku.

Krok pierwszy: Nowa Lancia Ypsilon (2024) – nadzieja czy rozczarowanie?

Pierwszym dzieckiem tej nowej ery jest zaprezentowana w lutym 2024 roku nowa Lancia Ypsilon. I od razu widać, że to zupełnie inne rozdanie. Zbudowana na sprawdzonej i nowoczesnej platformie CMP/e-CMP koncernu Stellantis (tej samej, na której bazują Peugeot 208, Opel Corsa czy Jeep Avenger), nowa Ypsilon zrywa z wizerunkiem taniego auta miejskiego.

Design jest odważny i pełen nawiązań do historii. Charakterystyczny przód z trzema pasami LED, nazwany „calice” (kielich), ma przypominać historyczny grill Lancii. Okrągłe tylne światła to z kolei jawne nawiązanie do legendarnego Stratosa. Wnętrze, nazwane „salotto” (salon), ma tworzyć atmosferę włoskiego luksusu. Znajdziemy w nim nietypowe materiały, okrągły stolik na konsoli środkowej i zaawansowany system multimedialny S.A.L.A. (Sound Air Light Augmentation).

Pod maską (a raczej pod podłogą) na start trafił napęd w pełni elektryczne o mocy 156 KM i baterią 51 kWh, obiecujący zasięg do 403 km (WLTP). Niedługo potem dołączyła wersja hybrydowa (mild hybrid) z silnikiem 1.2 o mocy 100 KM, by dotrzeć do szerszego grona klientów.

To mądry ruch. Nowy Ypsilon nie udaje, że jest czymś, czym nie jest. To stylowy, dobrze wyposażony samochód segmentu B-premium, który ma konkurować z Mini czy Audi A1. Korzysta z dobrodziejstw technologii koncernu Stellantis, ale opakowuje to w unikalny, włoski styl. Czy to wystarczy? Czas pokaże, ale pierwsze reakcje rynku są obiecujące. Edycja limitowana Cassina, stworzona we współpracy z luksusową marką meblarską, wyprzedała się na pniu.

Krok drugi i trzeci: Nadchodzi Gamma i nowa Delta

Ypsilon to jednak dopiero początek. Plan Lancii jest znacznie bardziej ambitny.
W 2026 roku zadebiutuje nowy flagowy model, nazwany Gamma. Będzie to duży, prawie 4,7-metrowy fastback, który ma rzucić rękawicę takim graczom jak BMW i4 czy Tesla Model 3. Pojazd powstanie na tej samej platformie STLA Medium, nowej architekturze Stellantis dedykowanej dla aut elektrycznych. Ma oferować zasięg ponad 700 km i napęd na cztery koła. Ma to być manifestacja nowej, luksusowej i technologiczny Lancii.

Jednak prawdziwą bombą, na którą czekają wszyscy fani, jest zapowiedź powrotu Delty. Nowa Delta ma pojawić się w 2028 roku i będzie, jak to określił szef marki, „prawdziwą Deltą: muskularnym, geometrycznym samochodem, który będzie ekscytujący”. Co kluczowe, będzie to samochód w 100% elektryczny. Ta zapowiedź wywołała burzę. Z jednej strony ekscytacja, że kultowy model powraca. Z drugiej – obawy, czy elektryczna Delta bez ryku turbodoładowanego silnika spalinowego i napędu na cztery koła godnego rajdów, będzie w stanie udźwignąć ciężar legendy.

Szanse i zagrożenia – czy ten plan ma sens?

No dobrze, plan jest, pieniądze są, a pierwszy model już jeździ po ulicach. Czy to oznacza, że Lancii uda się wielki powrót? Jestem ostrożnym optymistą, ale droga do sukcesu będzie wyboista jak trasa rajdu Sanremo.

Argumenty „ZA”:

  1. Potęga koncernu Stellantis: Lancia nie jest już sama. Ma dostęp do najnowszych platform, napędów (elektrycznych i hybrydowych), technologii i globalnej siły zakupowej giganta. To obniża koszty i ryzyko.
  2. Jasna strategia: Plan na 10 lat, trzy nowe modele, jasno zdefiniowany wizerunek marki premium. To nie jest działanie po omacku, ale przemyślana strategia.
  3. Dziedzictwo i unikalność: W dobie, gdy wiele samochodów staje się do siebie podobnych, Lancia ma w ręku potężny atut – swoją historię i włoski styl. Jeśli uda się to mądrze wykorzystać w designie i marketingu, może przyciągnąć klientów znudzonych niemiecką perfekcją czy azjatyckim pragmatyzmem.
  4. Skupienie na elektryfikacji: Skok od razu na głęboką wodę i zapowiedź, że Lancia stanie się marką wyłącznie elektryczną, to odważne, ale potencjalnie bardzo mądre posunięcie. Wpisuje się w trendy i nowe przepisy dotyczące emisji spalin, pozwalając marce zbudować od nowa wizerunek firmy nowoczesnej i patrzącej w przyszłość.

Argumenty „PRZECIW” i wielkie znaki zapytania:

  1. Niezwykle konkurencyjny rynek: Segment premium jest zatłoczony do granic możliwości. Oprócz niemieckiej trójcy (Audi, BMW, Mercedes), są tam Volvo, Jaguar, Lexus, a także inne marki ze stajni Stellantis, takie jak DS Automobiles czy Alfa Romeo. Do tego dochodzi coraz silniejsza konkurencja ze strony marek takich jak Cupra czy potężny zalew aut z Chin (NIO, XPeng, BYD), które oferują zaawansowaną technologię w atrakcyjnej cenie. Czy znajdzie się miejsce dla Lancii?
  2. Problem zaufania: Lancia musi odbudować zaufanie klientów, które legło w gruzach przez dekady zaniedbań. Musi udowodnić, że jej nowe samochody to nie tylko ładnie opakowane Peugeoty, ale pojazdy oferujące realną wartość premium – jakość wykonania, niezawodność, unikalne wrażenia z jazdy. Jedna wpadka jakościowa na początku tej drogi może być katastrofalna.
  3. Kanibalizm wewnątrz Stellantis: Jak Lancia ma się odróżnić od Alfy Romeo i DS Automobiles? Wszystkie trzy marki mają aspirować do segmentu premium w ramach jednego koncernu. Stellantis zapewnia, że każda będzie miała inny charakter (Lancia – włoska elegancja, Alfa Romeo – sport, DS – francuski luksus i awangarda). Jednak w praktyce granice mogą się zacierać, a marki mogą podbierać sobie klientów.
  4. Ciężar legendy: Paradoksalnie, wspaniała historia może być też obciążeniem. Oczekiwania wobec nowej Delty będą gigantyczne. Jeśli nie sprosta legendzie, rozczarowanie fanów będzie ogromne. Stworzenie auta, które zadowoli zarówno nostalgicznych purystów, jak i nowych klientów szukających nowoczesnego samochodu elektrycznego, będzie arcytrudnym zadaniem.

Warto dać im szansę

Patrząc na to wszystko z boku, jako ktoś, kto wychował się na plakatach Delty Integrale, czuję dreszczyk emocji. Zniknięcie Lancii było jedną z najsmutniejszych historii współczesnej motoryzacji. To była strata dla całej kultury motoryzacyjnej. Jej powrót, nawet jeśli ryzykowny, jest wiadomością ekscytującą.

Uważam, że kluczem do sukcesu będzie autentyczność. Nowa Lancia Ypsilon jest obiecującym, choć bezpiecznym pierwszym krokiem. To dobrze zaprojektowany, nowoczesny pojazd miejski, który ma szansę znaleźć swoją niszę. Prawdziwym testem będzie jednak to, co Lancia pokaże dalej. Jeśli Gamma i Delta okażą się tylko kolejnymi produktami inżynierii znaczkowej, z ładnym nadwoziem, ale bez duszy i charakteru, cały ten renesans spali na panewce.

Jeśli jednak Lancia zdoła połączyć dziedzictwo i styl z nowoczesną technologią Stellantis, tworząc samochody, które będą się wyróżniać nie tylko wyglądem, ale też sposobem, w jaki się je prowadzi i w jaki się w nich przebywa – wtedy sukces jest możliwy. Świat motoryzacji na całym świecie potrzebuje odrobiny włoskiej fantazji, elegancji i szaleństwa. Potrzebuje Lancii. Trzymam kciuki, bo bez niej przemysł motoryzacyjny jest po prostu nudniejszy. Czy to wystarczy, by przekonać portfele klientów? O tym przekonamy się w ciągu najbliższych kilku lat.